Dobry zwyczaj - nie pożyczaj
Przysłowie prawdę mówi i jest to stara, polska, ludowa mądrość. Niestety, wiele osób nie bierze mądrości ludowych na poważnie i dlatego ciągle wplątują się w kłopoty. Pożyczanie zwykle źle się kończy dla osoby, która pożycza i dla osoby, która pożyczki udziela. Pożyczanie pieniędzy znajomym - to szybka droga do utraty i pieniędzy i znajomych. Ale któż z nas nie pożyczył sąsiadowi, znajomemu, bliskiej osobie choćby 10 złotych. Tylko czy doczekał się oddania? - tego już nikt nie wspomina. Pożyczanie to też tak zwane "fundowanie", bo koledze brakło na kawę, na kilo cukru, na marchewkę, a my stoimy w kolejce i akurat kupujemy więc "dorzucamy" do koszyka i rachunku to, czego sobie życzy. Ale w wielu przypadkach zwrotu gotówki nie otrzymujemy, bo jakoś tak ucieka ten szczegół w zapomnienie.
Głupio jest się przypomnieć, głupio zagadać, by przyjaciel, sąsiad czy kolega oddał nam to, co pożyczył. A on dziwnie zaczyna nas unikać, schodzi nam z drogi, nie dzwoni... Jeśli są to małe kwoty pieniędzy, to zazwyczaj machamy ręką. Gorzej jak pożyczka tyczy kilku czy kilkunastu tysięcy złotych. Nie mówię nawet o walucie. Wtedy tracimy przyjaciela czy dobrego sąsiada - już na zawsze. A my dorabiamy się rozstroju nerwów, żołądka, serca i wielu innych chorób o podłożu stresowym. Wszelkie sugestie - nawet dyskretne - nie dają efektów, a osoba kiedy nas widzi - nagle znika z horyzontu, przypomina sobie o tym, co musi zrobić pilnego w domu i w ogóle nie ma już czasu dla nas. Ma z powodu pożyczki wiele nagłych i nie cierpiących zwłoki "obowiązków", toteż nie widujemy jej wcale, bo nas skutecznie unika. I mijają dni, tygodnie i miesiące, a ona przestaje dzwonić, spotykać się a nawet wyprowadza się z dzielnicy w której mieszkamy.

